czwartek, 28 listopada 2013
Zapiekane bakłażany faszerowane hummusem czyli 2w1
Gotować lubię szybko, z krótkiej listy składników (lub tej niewymagającej) i bez zbędnego bałaganu. Lubię gdy danie jest gotowe akurat wtedy gdy kuchenny chaos został ogarnięty, a po posiłku można spokojnie udać się na małą sjestę (zamiast w kierunku zlewu). To danie spełnia wszystkie wymagania, a do tego łączy dwa przepisy.
poniedziałek, 25 listopada 2013
Przyjaciele marchewki - co do ciasta?
Ciasto, którego mi się nie udało zrobić w sobotę powstało wreszcie wczoraj. Ach, jakże natchniona byłam! Miał być to placek marchewkowy, ale że jak zwykle zabrakło dyscypliny by trzymać się przepisu i poszłam za głosem serca - placek zamiast wyrosnąć niczym tort okazał się największym zakalcem świata. Ale! wiadomo, że nie to jak wygląda, ale to jak smakuje liczy się najbardziej. A dzięki pysznym dodatkom placek został jak najbardziej uratowany i stwierdziłam, że zasługuje jednak by tu o nim wspomnieć.
niedziela, 24 listopada 2013
Zakręcone ślimaki dla draki :P
Pomysł na ślimaki ukradłam "wujowi", który by umarł ze śmiechu jakbym go tak oficjalnie nazwała :P
Przepis idealny na ostanie dni miesiąca, gdyż można wykorzystać niemal wszystko, co zostało nam w lodówce :) Wygląda na skomplikowany, ale wcale taki nie jest. Zniechęcać może ciasto drożdżowe, które nie wszyscy potrafią zrobić. Polecam zatem kupić gotowe w pizzerii lub supermarkecie, i problem z głowy :) Ja osobiście uwielbiam robić ciasto na drożdżach, więc podam Wam niezawodny przepis :)
Na spotkanie z przyjaciółmi :)
W piątek przed spotkaniem z przyjaciółmi zastanawiałam się co mogę przygotować, żeby było szybko i smacznie. Ogarnęłam zawartość lodówki i garnków i pomysł się urodził!
Użyłam kurczaka, który został mi z rosołu i tak powstały... kurczakowo-ziemniaczane kuleczki! ;) Do tego grzanki i kilka sosów - wszystko znikało ze stołu szybciutko! ;)
piątek, 22 listopada 2013
Odrobina nieba w pątkowy wieczór
Jako, że nie jestem na randce, mimo wcześniejszych zalozeń, trzeba było sobie sprawić inne radości. Ba, może i nawet lepsze!
Chęć na słodkie mnie nie opuszcza, więc chyba naprawdę zbliża się zima. Więc o to najslodszy drink świata, no bo w końcu piąteczek, trochę imprezy być musi.
Chęć na słodkie mnie nie opuszcza, więc chyba naprawdę zbliża się zima. Więc o to najslodszy drink świata, no bo w końcu piąteczek, trochę imprezy być musi.
środa, 20 listopada 2013
Gruszkowa cudność
Więc ciasto jest obłędne, nieskromnie powiem :) A robi się je śmiesznie, bo do
góry nogami. Już wcześniej takie przepisy widziałam, ale nigdy wcześniej z nich nie korzystałam. Skąd pomysł na takie odwracanie? wydaj mi się, że chodzi o
to, by owoce się nie przypiekły i nie wysuszyły zbytnio. Kiedy są za wierzchu zawsze trochę grozi im spalenie :P I faktycznie, gruszki
pieczone na spodzie blachy pozostały soczyste, dzięki czemu więc placek rozpływa się w ustach.
A robi się go tak:
wtorek, 19 listopada 2013
Ostatnia (?) dynia tej jesieni
Uwielbiam dynię! Sezon powoli się kończy, postanowiłam więc to uczcić przygotowując moją ulubioną dyniową potrawę. Może służyć jako danie samo w sobie, ja wykorzystałam ją jako "coś warzywnego" w obiedzie. Podałam dynię z polędwiczkami wieprzowymi i ziemniaczkami. Korzystałam z dwóch przepisów - na polędwiczki wieprzowe według Okrasy (kuchnialidla.pl - przepis super i film pokazujący, jak to zrobić, bardzo pomocny. Zamiast papryki można użyć zielonego pieprzu - próbowałam i pysznie wychodzi) i dyni z palcelizac.gazeta.pl (oczywiście zmodyfikowanych po mojemu).
Oto mój przepis na kolorowy i smaczny obiadek dla 2 (dość głodnych) osób:
Oto mój przepis na kolorowy i smaczny obiadek dla 2 (dość głodnych) osób:
poniedziałek, 18 listopada 2013
Nutella cake, czyli ciasto na specjalne okazje
Nutella to taki przysmak, który już na dzień dobry budzi pozytywne skojarzenia i w zasadzie, oprócz Oli, która jest uczulona na orzechy, nie znam osoby, która by tego czekoladowo-orzechowego kremu nie lubiła. Nie inaczej jest ze mną. Dlatego, jak zobaczyłam, na blogu Mojewypieki.com, przepis na Tort alla Giandui, bo tak wykwintnie nazywa się to ciasto, to niezwłocznie postanowiłam je upiec.
Szybko jednak uzmysłowiłam sobie, że jak na portfel studentki, którą jeszcze wtedy byłam (chlip chlip), to jest to całkiem kosztowna dawka kulinarnej przyjemności.
Zobaczcie na składniki i policzcie razem ze mną:
sobota, 16 listopada 2013
CEBULOWA a'la żurek
No tak, kto by pomyślał.
Po pierwsze - ja i zupa. Mama nie uwierzy.
Po drugie - żurek. Jak wiecie, mam dość konkretne skojarzenia z tą zupą. Niekoniecznie dobre :P
Ale cóż, w ramach ciągłego dorastania postanowiłam się przełamać.
Kilka słów na temat przepisu.
Powstał bardzo, ale to bardzo spontanicznie. To historia typu: "o kurcze, nie mamy nic na obiad! Zobaczmy co jest w lodówce...". Zup nie lubię, a żurku szczególnie. Wymyśliłam więc swoją wersję z cebulą. Opinie miała całkiem niezłe ze strony rodziny Przybylskich, więc uznałam, iż mogę ją wpisać w nasze domowe menu.
Po pierwsze - ja i zupa. Mama nie uwierzy.
Po drugie - żurek. Jak wiecie, mam dość konkretne skojarzenia z tą zupą. Niekoniecznie dobre :P
Ale cóż, w ramach ciągłego dorastania postanowiłam się przełamać.
Kilka słów na temat przepisu.
Powstał bardzo, ale to bardzo spontanicznie. To historia typu: "o kurcze, nie mamy nic na obiad! Zobaczmy co jest w lodówce...". Zup nie lubię, a żurku szczególnie. Wymyśliłam więc swoją wersję z cebulą. Opinie miała całkiem niezłe ze strony rodziny Przybylskich, więc uznałam, iż mogę ją wpisać w nasze domowe menu.
piątek, 15 listopada 2013
Fanatazja szefa #1 - czyli placek kawowy, bo nic się nie może zmarnować
Kiedy pytałam taty co na obiad i dostawałam odpowiedź "Fantazja Szefa" wiedziałam, że w kuchni zapanowała pełna improwizacja. Więc i ja, kiedy zdaje się w kuchni na intuicję i łut szczęścia, tworzę kolejne wersje fantazji szefa - jedne mniej, inne bardziej udane. Problem jest taki, że często danie takie robi się tak szybko i tak bardzo bez planu, że trudno potem odtworzyć co w nim było.
Podobnie było z tym plackiem. Impulsem dla jego powstania był zepsuty ekspres do kawy. Cholerstwo ostatecznie odmówiło współpracy a ja zostałam z nadmiarem zimnej kawy. Wylewać szkoda, a pora była juz zbyt późna by ja po prostu wypić no to stanęło na placku. Było kilka przeszkód, jak choćby brak masła (dzieje się tak! i zgadzam sie z Ewą: w takich kryzysowych sytuacjach nigdy sie nie chce biec do chaty na zakupy :P). Wiec ostatecznie poszło tak:
Podobnie było z tym plackiem. Impulsem dla jego powstania był zepsuty ekspres do kawy. Cholerstwo ostatecznie odmówiło współpracy a ja zostałam z nadmiarem zimnej kawy. Wylewać szkoda, a pora była juz zbyt późna by ja po prostu wypić no to stanęło na placku. Było kilka przeszkód, jak choćby brak masła (dzieje się tak! i zgadzam sie z Ewą: w takich kryzysowych sytuacjach nigdy sie nie chce biec do chaty na zakupy :P). Wiec ostatecznie poszło tak:
środa, 13 listopada 2013
Każda środa może być niedzielą
Pooglądałam sobie troszkę Nigellę i zgłodniałam oczywiście. Ta kobieta jest niesamowita. Ja wiem, że gotuje niezdrowo, że tłusto, że pełno masła i śmietany. Ale co poradzić: oglądasz i chcesz jeść. Wszystko. Natychmiast.
Z racji późnej godziny i niesprzyjającej pory na obiady
(wieczór był już późny) odczekałam dzień licząc, że może mi chęci przejdą, bo
danie które mnie urzekło było z wołowiny a wołowina droga, rzecz wiadoma.
Ale, że nie przeszło nie było wyjścia. (Na szczęście jestem
dobra w biednym gotowaniu, także jak już wkrótce wydam wszystkie swoje
pieniądze, nadal będzie dużo powodów do blogowania).
Danie, które tak pięknie gotowała Nigella to Beef
Wellington. Nie jest to klasyczny przepis, bo klasyczny – jeśli się nie mylę –
wymaga by wołowinę piec w cieście, a nie
w boczku. Ale czyż boczek nie jest o wiele bardziej kuszący?. Danie polecane
jako prawdziwa gwiazda, idealna na leniwe, niedzielne popołudnie. Uroki pracy w
domu, że niedziela może być i w środę :)
Zjedz coś
Z racji tego, iż niewiadomo skąd znowu pojawił się ten
moment w moim życiu, kiedy próbuję wymyślić siebie na nowo, odkurzyłam stare
pomysły w mojej głowie i blog o gotowaniu wyskoczył błyszcząc triumfalnie jako
fantazja nie do odrzucenia. Ostatnimi czasy musiałam – o zgrozo! – naprawdę się
solidnie napracować, co mój nieprzyzwyczajony umysł przyjął wielkim buntem. Na
mózgowe przemęczenie pomagało tylko jedno – stanie nad garnkiem i roztapianie
czekolady. Albo ugniatanie ciasta. Albo lepienie 150 maleńkich pulpecików do
sosu pomidorowego. Znalazłam w kuchni swoje spa i odprężenie niczym na
wakacjach all inclusive. Na fali ponownie obudzonej pasji nakupowałam na allegro
kilogramy książek kucharskich, zasubkrybowałam kilka kulinarnych kanałów na
youtubie i przeczytałam niektóre ulubione blogi od deski do deski. I poczułam
natchnienie, które nie odpuszcza nawet gdy mózg odzyskał sprawność a praca znów
płynie leniwie.
Poczułam też chęć porządku. Te wszystkie książki, filmiki,
przepisy zalegające w przestrzeni dobrze byłoby zebrać ku pamięci. Moja ciocia
ma notes z przepisami, którego w dzieciństwie jej piekielnie zazdrościłam.
Próbowałam robić swoje notesy, ale się gdzieś całkiem zagubiły. Część przepisów
zapisuję na komputerze, ale robi się ich za dużo i chaos się powiększa.
Tak więc stanęło na tym, na czym musiało.
Oto blog.
A jak już się wewnętrznie przekonałam, że tego bloga
stworzę, to jeszcze jeden chytry plan przyszedł mi do głowy.
Lubię gotować i nawet mi czasem wychodzi. Ale wychodzi nie
tylko mnie, ba! znam takie, którym wychodzi piękniej i lepiej! Moje
przyjaciółki nie raz uszczęśliwiały mnie swoimi fantastycznymi ciastami,
sałatkami, obiadami. Pamiętam torty urodzinowe, które dostawałam, obłędnie
czekoladowe. Pamiętam wspólne gotowanie obiadów. Pamiętam imprezy, kiedy
zamienialiśmy się w dorosłych i przyrządzaliśmy tony żarcia zamiast kupować
czipsy. Pamiętam desery, które znienacka przynosiła mi moja sąsiadka poprawiając
mi humor w nawet najbardziej nieprzyjazny dzień. Pamiętam wielkie smażenie
pączków. Pamiętam wspólne osiedlowe wigilie, na których potrafiłam najeść się bardziej
niż na tej rodzinnej.
Mniej jest ostatnio. Czas wrzucił inny bieg i płynie w
przyśpieszonym tempie. Potrafimy nie widzieć się tygodniami a nawet miesiącami,
bo jakoś tak się drogi nie składają, bo częściej już potrzebujemy spędzić
wieczór w domu, bo są sprawy, bo jakoś tak nie pasuje. Tak się porobiło, pewnie
tak już będzie. Nie ma kiedy pogadać, co dopiero wspólnie zjeść.
Przynajmniej w realu. Więc może by tak pogotować wspólnie
wirtualnie?
Umówmy się: to nie będzie blog, który zdobędzie nagrody
bloga roku. Chociażby dlatego, że moje zdjęcia są do bani i to nas
zdyskwalifikuje na starcie :) Ale to może być miejsce, gdzie choć trochę
będziemy mogły sobie pogadać. Znowu porobić coś wspólnie. Mieć powód, by częściej
się odzywać. Chociażby po ratunek – „co mam robić, co zrobiłam źle, Twoje
ciasto było takie pyszne, a moje totalnie leży!”.
No i wreszcie – co mi tam po blogach i książkach, wasze
jedzenie jest najlepsze, chcę mieć te przepisy :)
Tak więc, pogotujmy
razem, zawsze coś :)
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)


